Kiedy przyszedł pierwszy zimowy rachunek za prąd, długo patrzyłam na kwotę. Niczego nowego nie kupiłam, a zapłacić miałam wyraźnie więcej niż latem. Zamiast się złościć, przez miesiąc sprawdzałam, gdzie w domu „ucieka” prąd. Kilka prostych zmian – bez inwestycji i bez marznięcia – i kolejny rachunek był już niższy.
Najważniejsze w skrócie
- Czego potrzebujesz: listwy z wyłącznikiem, kilku żarówek LED, chwili na sprawdzenie sprzętów
- Ile to trwa: jedno popołudnie
- Koszt: od zera – większość zmian to nawyki
Dlaczego zimą płacimy więcej
Zimą dni są krótkie, więc światło pali się kilka godzin dłużej. Częściej suszymy pranie w suszarce, gotujemy ciepłe obiady, a niektórzy dogrzewają łazienkę czy sypialnię farelką albo grzejnikiem olejowym. Każde z tych urządzeń z osobna nie wydaje się groźne, ale razem potrafią mocno podbić rachunek.
Sprzęty, które „ciągną” prąd po cichu
Telewizor, dekoder, ładowarki, mikrofalówka z zegarem, router – wiele urządzeń pobiera prąd nawet wtedy, gdy z nich nie korzystamy. To tak zwany tryb czuwania. Pojedynczo to niewiele, ale w całym domu takich sprzętów zbiera się kilkanaście i pracują przez całą dobę.
Ja kupiłam listwę z wyłącznikiem i podłączyłam do niej telewizor, dekoder i głośnik. Wieczorem jednym przyciskiem wyłączam wszystko naraz. Ładowarki wyjmuję z gniazdka, gdy telefon jest już naładowany.
Światło: LED zamiast starych żarówek
Jeśli w domu zostały jeszcze tradycyjne żarówki lub halogeny, wymiana na LED to jedna z najprostszych oszczędności. Żarówka LED zużywa kilka razy mniej prądu przy tej samej ilości światła i świeci znacznie dłużej. Zaczęłam od lamp, które palą się najdłużej – w kuchni, w przedpokoju i nad fotelem, w którym czytam.
Przy zakupie patrzę na liczbę lumenów (to jasność), a nie na waty. Dla salonu wybieram ciepłą barwę światła, bo przy białej, „szpitalnej” wieczorem trudno się zrelaksować.
Kuchnia i pranie: drobne nawyki, duża różnica
- Czajnik: gotuję tyle wody, ile potrzebuję, a nie pełny czajnik na jedną herbatę.
- Garnki z pokrywką: woda szybciej się zagotowuje, a na płycie elektrycznej mogę wcześniej wyłączyć palnik i dokończyć gotowanie na cieple.
- Lodówka: nie wkładam do niej gorących garnków i nie stawiam jej przy kaloryferze ani piekarniku. Raz na jakiś czas sprawdzam, czy uszczelka dobrze przylega.
- Pralka i zmywarka: włączam je pełne i wybieram programy „eco” lub niższą temperaturę – do większości codziennego prania wystarcza 30–40°C.
- Suszarka: jeśli się da, suszę pranie na suszarce stojącej, a bęben zostawiam na ręczniki i pościel.
Ostrożnie z farelką
Elektryczne grzejniki i termowentylatory zużywają dużo prądu. Jeśli trzeba nimi dogrzewać pokój, warto robić to krótko i przy zamkniętych drzwiach, a nie zostawiać grzejnika włączonego na cały dzień. Nigdy nie przykrywam takiego urządzenia ani nie suszę na nim ubrań – to po prostu niebezpieczne.
Sprawdź swoją taryfę
Na rachunku znajdziesz informację o taryfie. Część domów korzysta z taryfy dwustrefowej, w której prąd w określonych godzinach jest tańszy. Wtedy opłaca się przenieść pranie czy zmywanie właśnie na te godziny. Godziny tańszej strefy różnią się w zależności od sprzedawcy, dlatego sprawdzam je na stronie lub na fakturze swojego dostawcy prądu. Jeśli nie masz pewności, czy zmiana taryfy się opłaci, zapytaj w biurze obsługi klienta.
Podsumowanie
Nie trzeba siedzieć po ciemku, żeby płacić mniej. Listwa z wyłącznikiem, żarówki LED, pełna pralka i rozsądne korzystanie z farelki to zmiany, które robi się raz, a działają przez całą zimę. Najlepiej porównać dwa kolejne rachunki – różnicę zobaczysz czarno na białym.
Zdjęcie główne: Roy Zuo / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0 (kadrowanie i korekta kolorów).